Untitled - Publikatornia.pl

February 11, 2018 | Author: Anonymous | Category: N/A
Share Embed


Short Description

Download Untitled - Publikatornia.pl...

Description

Wioletta T. – Pamiętnik nigdy niekochanej kobiety. Więźniowie sumienia Pewnej Wiolettcie

Jest inteligentna ale przygaszona Jest sympatyczna ale zastraszona Jest miła ale przestraszona Jest cicha ale przerażona Jest nieśmiała i pełna bólu Jest spokojna jednak jest też pewna granica tego spokoju. Jest cierpliwa ale i cierpliwość kiedyś się kończy. Co ten obraz dziewczyny oznacza? Ja wiem i w głębi mojej duszy będzie wiadomo kim ona jest. Codzienny ból i wstyd nie dają jej żyć. Ona życiu mówi tylko pas : "Niech się dzieje co chce aby tylko mnie w to nie mieszać, za trudne to dla mnie". Ona nie ma nikogo aby się wyżalić. Jej serce popękane, nie do poskładania. Dla mnie papier przyjacielem, Dla niej życie w niepewności, W czterech obcych ścianach pozostało. Czy warto tak żyć? Życie w szczęściu jest czymś pięknym, Ale ona mimo wszystko musi tak żyć jak żyje, Aby godną codzienność mieć. Płaci za nią jednak wysoką cenę - samotnością i zamknięciem w sobie. Ciągle zapłakana pełna żalu i cierpienia. Ale za późno już na zmiany.

Wstęp Chciałabym na początku tej książki wyjaśnić kilka kwestii. Wiersz „Więźniowie sumienia”, użyty przed wstępem pojawi się też w tomiku wierszy „Frazy przez dusze pisane” planowanym na październik 2012 roku. W tym wierszu miałam na myśli właśnie moją bohaterkę a raczej kobietę która była wzorem do stworzenia Wioletty Szorownicki także jej imienniczkę Wiolettę (nie zdradzę nawet litery jej nazwiska bo o to prosiła). Poza tym moja bohaterka ma na nazwisko Szorownicki nie Szorownicka ponieważ jej przodkowie byli Polakami ale ona sama już nie była Polką a poza tym tego typu nazwiska poza granicami Polski nie podlegają odmianie z i na a. Również w tej książce powtórzy się wątek romansu z Ministrem Zdrowia ponieważ opowiadanie „ ...Opadał delikatny purpurowy welon zmierzchu” (książka „W kajdanach miłości – zbiór tekstów”) było właśnie inspirowane Wiolettą choć wtedy zmieniłam imiona, miejsce akcji i inne detale. Teraz jednak po latach odważyłam się opisać życie Wioletty i Leona. Życie w pustce, samotności, niezrozumieniu i poszukiwaniu najważniejszego – odrobiny ciepła i miłości którego Wiola nigdy nie zaznała mimo dobroci Leona. Bo niestety Leo nie odznacza się tylko dobrocią. Ma wady jak każdy. Mam nadzieje że życie Wioletty zainteresuje Państwa tak bardzo jak perypetie miłosne Basi. Zbieżność zdarzeń, osób i nazwisk jest przypadkowa

Rozdział I Klątwa Kurtyzany Rok 2012 Berlin. Wioletta ma wówczas 41 lat i brak perspektyw na życie. Nie została matką choć tak pragnęła nią zostać. Tonie w długach po uszy jednak nie może wrócić do „zawodu” naciągania bogaczy na swoją urodę ponieważ zrezygnowała z tego sposobu na życie dwa lata temu. Chciała się zmienić i wtedy to zakończyła swoje bogackie podboje. Poza tym nie miała dostatecznej sumy pieniędzy aby jeździć po świecie i bezkarnie uwodzić bogaczy. Z zawodu jest pielęgniarką. Akcja opowieści rozpoczyna się kiedy Wiola jechała autem będąc w zamyśleniu. Gdy dojechała do domu i weszła do mieszkania skierowała swe kroki do pokoju aby popisać w pamiętniku. Pamiętnik był jej jedynym sprzymierzeńcem w życiu nie ważne co czyniła. Była samotna. Przez to zrobiła się chłodna zamknięta w sobie i wyrachowana, można powiedzieć wręcz że zgorzkniała. Nie miała oparcia w Leonie mimo wielu dobrych rzeczy jakie dla niej robił. Wszyscy znają opinię Basi na temat Wioli. Reszta rodziny ukształtowała sobie podobne do Basi zdanie na jej temat. Jednak jest jedno ale... Wszyscy znali historię Basi i jej romansów ale nikt nie wie nic o historii Wioli... Wiola otworzyła pamiętnik. Niestety nie zapisała w nim ani słowa z dzisiejszego dnia 31 maja. Zaczęła przeglądać kartka po kartce i wspominać...

Rok 1981 Wiola miała wtedy dziesięć lat. Jej spowite brudem ciało zdobiły szmaty a twarz znała jedynie blask księżyca jaki widywała w nocy. Wydawała się być dziecięciem zmierzchu. Była osamotniona i smutna. Wtedy właśnie zaczęła pisać swój pamiętnik. Zanim jednak przejdę do dalszych wydarzeń chciałabym znów cofnąć się w czasie. Jeszcze o dziesięć lat wstecz kiedy to wszystko się zaczęło... Rok : 1971 O życiu Wioli opowiadać będzie tu kilka osób. Pierwszą z nich jest dobra znajoma matki Wioli Dobromiły a jednocześnie sąsiadka Eryka. „Była to bogata aczkolwiek wielodzietna rodzina. Państwo Szorowniccy Dobromiła i Teloniusz mieli siedmioro dzieci a Dobromiła znów była przy nadziei. Był to rok 1970. Mieszkali w Moskwie. On był neonatologiem ona zaś stewardessą. Mimo tylu dzieci Dobromiła radziła sobie z nimi. Było to bardzo szczęśliwe i zgodne małżeństwo. Dobromiła urodziła córkę 29 października 1971 roku. Dziewczynce nadano imię Wioletta. Niestety matka nie wiedziała że nie nacieszy się dostatecznie córką... Rok później w 1972 roku dokładnie 18 czerwca Dobromiła i Teloniusz zginęli w katastrofie samolotu. Teloniusz miał wtedy czterdzieści trzy lata a Dobromiła była od niego trzy lata młodsza. Gdy usłyszałam o katastrofie w radiu przeraziłam się. Wiedziałam że dzieci zostały same. Pobiegłam od razu powiadomić najstarszych w domu czyli Mścisława i Poncjana Szorownickich. Jednak ani jeden ani drugi nie chcieli ratować rodzeństwa. Mścisław ożenił się z Paquitą a Poncjan wyjechał do Finlandii (o czym opowiem potem przyp. Aut.). Reszta rodzeństwa została zabrana do Domu Dziecka. Więcej szczegółów dotyczących tych dzieciaków nie znam.” Kolejną osobą która wiedziała cokolwiek o dalszym życiu rodzeństwa była to pedagog z Domu Dziecka Pani Róża Damasceńska : „Dzieci były czyste i schludnie ubrane. Dostaliśmy protokół że ich rodzice zginęli w wypadku lotniczym i że nikt z rodziny albo nie może się zająć dziećmi albo nie ma do tego środków. Piątka dzieci a mianowicie Flawian, Barnaba, Transita, Rissa i Żiliana zyskali dom w którym okazano im miłość i troskę. To państwo Piedad i Bronisz Fomella dali rodzinny dom tym dzieciom. Takiego szczęścia Wiola niestety nie miała. Stwierdzono u niej krzywicę co uniemożliwiło jej trafienie do rodziny Fomella jak i każdej innej. Nie wszystkie objawy krzywicy stwierdzono u Wioli tylko poszczególne takie jak : skolioza, koślawość kolan, płaskostopie, zniekształcenie kości miednicy, opóźnione ząbkowanie i inne objawy później z tym związane, skłonność do złamań, opóźnienie wzrostu i rozwoju psychomotorycznego i upośledzenie odporności. Innych objawów nie stwierdzono. Wyglądało to tak jakby dziewczynka rozwijała się prawidłowo. Potem dopiero pojawiły się nieprawidłowości które zbadano i tego są właśnie wyniki. Leczenie krzywicy jest żmudne stąd państwo Fomella jak i inni nie zdecydowali się na adopcje Wioli. Dziewczyna po odpowiednim leczeniu wyszła z tego jednak nie można powiedzieć że do końca tak się stało. Wiola miała i cały czas ma przed sobą ryzyko garba.” Teraz przytoczę wypowiedź także Pani Róży bo to ona była najbardziej związana z Wiolą jak i podopiecznymi w jej wieku. „Wiola w wieku pięciu lat zaczęła powoli pojmować wszystko co się wokół niej dzieje. Pytała o mamę i tatę a ja nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć. Było mi przykro patrzeć na to że jest ona sama na świecie. Gdybym mogła to sama bym ją przygarnęła ale byłam wtedy zbyt młoda i jeszcze studiowałam. Potem nastały lata przedszkolne. Wiola czuła się samotna, jednak zawsze przychodziła do mnie z problemami, odrabiałam z nią lekcje, przytulałam jak każde dziecko tutaj.

Była dobrą uczennicą, grzeczną, stateczną jak na swój młody wiek i bardzo skrytą. Nikt jej nie lubił nie miała przyjaciół. Nikomu nie ufała oprócz mnie. W dniu jej ósmych urodzin w 1979 roku zwolniono mnie z pracy. Nie chciałam zostawiać mojej ulubionej podopiecznej ale musiałam. Jedyne co mogłam dla niej zrobić to kupić prezent urodzinowy a jednocześnie pożegnalny. Wyszłam bez słowa z placówki i skierowałam się do jednej z pobliskich księgarń. Chciałam Wioli kupić jakąś książeczkę do czytania i z obrazkami bo wiedziałam jak bardzo lubi czytać. Jednak gdy weszłam do księgarni i obejrzałam wszystko okazało się że nic nie wybrałam. W pewnym momencie zobaczyłam notes o cudownej okładce. Serce zabiło mi mocniej. Wzięłam go do ręki. Na okładce była blondwłosa dziewczynka o delikatnych filigranowych rysach twarzy ubrana w perłowo – białą przechodzącą przy dekoltcie w perłowy fiolet sukienkę. Miała złożone ręce jak do modlitwy i wyglądała jak anioł. Stała na łące wśród czerwonych kwiatów a za nią unosiły się kłębiaste jak owieczki chmury na błękitnym jak niezapominajki niebie. Dookoła obrazka było jasnoniebieskie obramowanie. To był pamiętnik. Pomyślałam że to dobry prezent bo Wiola traciła właśnie swój pierwszy życiowy grunt pod nogami czyli mnie jako powiernicę i opiekunkę. Pamiętnik który przyjmie jej złe i dobre w życiu chwile. Wzięłam go i podeszłam do kasy. Ekspedientka tak jak prosiłam zapakowała notes jak na prezent. Gdzieś około godziny 15 wróciłam do ośrodka. Weszłam tam a wtedy dyrektorka zapytała mnie co Pani tu jeszcze robi? A ja jej na to że przyniosłam prezent dla swojej wychowanki. Dyrektorka wyniośle spojrzała na mnie i odeszła. Ja natomiast skierowałam się do pokoju Wioli. Siedziała akurat przy oknie sama. Innych dzieci nie było w pokoju. Podeszłam do niej po cichu i delikatnie dotknęłam jej ramienia. Wiolcia odwróciła się do mnie z oczami pełnymi nadziei. Była smutna jak zawsze. Rzekłam do niej łagodnie Wiolciu mam dla Ciebie urodzinowy prezent – i podałam jej pudełeczko z kokardą zawinięte w kolorowy papier. Usiadła z upominkiem na łóżko i go rozpakowała. Jakie to cudne! - krzyknęła a potem zapytała – A co to jest? To jest pamiętnik dziecino – odrzekłam jej. - Miejsce gdzie będziesz mogła zapisać wszystkie swoje emocje nieważne jacy ludzie będą Cię otaczali. Choć napiszemy pierwszą stronę...” Tą właśnie pierwszą stronę otworzyła teraz Wiola i czytała na głos jakby to dawało jej ukojenie... 29 października 1979 rok godz. 15:30 Dziś są moje ósme urodziny. Pani Róża w prezencie dała mi ten pamiętnik. Jest ładny. Pani Róża jest wspaniała. Potem czytała dalej : Tego samego dnia godzina 16:00 Pani Róża powiedziała mi że mogę tu pisać o wszystkich swoich uczuciach. W większej części jest to smutek a teraz Pani Róża powiedziała jeszcze że już nie będzie mogła być przy mnie każdego dnia bo ją zwolnili. Nie wiem co to znaczy ale jednoznaczne jest to z tym że już nigdy więcej jej nie zobaczę. To przykre. Nie wiem gdzie są moi rodzice i dlaczego wciąż tu jestem. Czuje się taka samotna. Wszyscy w szkole zazdroszczą mi stopni jednak widać po nich że nie są uczciwi. Niestety kolejne notatki były jeszcze bardziej smutne i dramatyczne : 24 grudnia Wigilia 1979 godzina 21:00 To przykre ale już minęły dwa miesiące od kiedy zwolniono Panią Różę. Tak mi jest bez niej źle. Nowa Pani pedagog mnie nie rozumie. Nie ufam jej. Chciałabym jeszcze popisać tu ale już za chwilę będą gasić światło. Do widzenia Drogi Pamiętniku.

05 maja 1980 godzina 13:00 Skończyłam lekcje. Kiedy właśnie kierowałam się do swojego pokoju przypadkiem otarłam się o uchylone drzwi do sali dla starszaków. Tam zobaczyłam coś co mnie bardzo niepokoi. Wstydzę się o tym komukolwiek powiedzieć. Ujrzałam tam dwie dziewczyny (pewnie dyżurne jak u nas) zmywające tablicę po lekcji. Niby nic takiego ale to co dostrzegłam przeszło moje najśmielsze wyobrażenia. Dziewczyny całowały się w usta i przykładały zmoczoną gąbkę do swoich ciał mimo że były ubrane w mundurek. Nie rozumiem tego. Wiola zaczęła je śledzić. Podsłuchiwała wszystkie rozmowy oprócz tego wysłuchując także innych dźwięków jak i wulgaryzmów. Okazało się że dziewczyny które widziała to Ana Lucia (zdrobniale Analija) i Oralia. Obie miały wtedy po piętnaście lat, powodzenie u chłopców i były jak papużki nierozłączki. Znane też były z tego że ich imiona idealnie opisywały to co robiły na co dzień. Zaspokajały żądze nie tylko starszych od siebie chłopców tam przebywających ale i swoje nawzajem. Wiola przez swoje wścibstwo wsłuchiwała się w ciche pojękiwania, sprośne teksty ale i podglądała te dziewczyny. Widziała wszystko co można zobaczyć w takich sytuacjach i musiała to sobie zinterpretować w główce ta mała ośmiolatka. Wszystko opisała w pamiętniku jednak nie będę tu tego cytować z uwagi na drastyczność. Jedyne co mogę napisać to to co Wiola czuła teraz czytając te wpisy po latach. Czuła zażenowanie, wstyd, wiedziała że to co widziała pozostawiło w jej małej czystej jeszcze wtedy duszyczce trwały ślad – piętno które naznaczyło jej dalsze życie. Potem trwało to dalej. Romans dziewczyn nadal trwał w najlepsze. W nocy przez ścianę Wiola słyszała dyszące z podniecenia dziewczyny. Analija i Oralia były biseksualne. Gdy dziewczyny zorientowały się że Wiola je obserwuje groziły jej : – –

Jeśli komuś o tym powiesz zatłuczemy Cię. Nie powiem.

Wiola nic nie mówiła ale cały czas była tego cichym świadkiem. Nie raz dostawała od nich łomot za śledzenie. Jednak ona robiła to dalej i wszystko notowała. Trzy lata później gdy pannice uzyskały pełnoletni wiek odeszły w świat. Wiola zaś uwolniła się z tyranii koleżanek jednak trauma jaką przeżyła prześladowała ją już na zawsze. Dziewuchy zaś trafiły tam gdzie chyba ich miejsce – do burdelu. Zaspokajały wszystkich mężczyzn jacy tylko tam się pojawili – od śliniących się na ich widok po obleśnych staruchów. Wciąż były na środkach odurzających. Nic je to jednak nie nauczyło bo w czasie wolnym od klientów nadal same się zaspokajały. Opiszę tu jedną z takich scen. Analija leżała ledwo żywa na łóżku po ostatnim kliencie. Przyszła do niej Oralia. Bez pytania weszła na łóżko i położyła się obok niej. Ana płakała. – – – – – – –

Co się stało? Ja nie chciałam, ja tego nie chciałam a on... Zgwałcił Cię? Tak. Wiesz że nie możemy uciec. Nie chcę tak żyć. Nie zniosę już dłużej takiego traktowania. Ja też już nie mogę tego znosić ale nie mamy wyjścia.

– – – – – – –

Jesteśmy skazane na taki byt? Niestety chyba tak... Zważając na nasze imiona... Ja jestem Ana Lucia a zdrobniale Analija. Ty masz gorszy problem. Racja. Ale imiona zawsze można zmienić. Jak jeśli się stąd nie uwolnimy? Nie myśl teraz o tym... - Oralia dotknęła opuszkiem palca miękkich zwilżonych ust Any. Proszę Cię nie dzisiaj.

Oralia pocałowała ją namiętnie. Przerwała go jednak i zapytała : – –

Nadal nie chcesz? Masz wibrator? Mam. Weź go z szafki.

Oralia wstała i otworzyła szafkę wyjmując sprzęt. Analija spytała : – –

Czemu dzisiaj? Odpręż się kochanie...

Oralia powróciła do całowania przyjaciółki. Ana już się jej nie sprzeciwiała. Dziewczyna całowała kochankę po policzkach, ustach, muskała jej ucho... Skierowała swój szorstki język na jej delikatną szyję. Potem pieściła ją kolejnymi pocałunkami. Przygryzała sutki ssała i lizała piersi które twardniały z każdą sekundą. Kolejnymi częściami ciała obdarowanymi pocałunkami były : talia, uda, kwiat kobiecości z którego wypływał nektar... Następnym krokiem było użycie wibratora. Potem Ora kazała Anie obrócić się na brzuch. Masowała i całowała kochankę po plecach i pośladkach. Potem znów użyły wibratora. Później zamieniły się miejscami i robiły dokładnie to samo. Obie dyszały w spazmach orgazmu. Po wszystkim Ora zapytała : – –

I co nie lepiej Ci? Zawsze wiesz co na mnie działa.

Obie zasnęły w objęciach. Mijały lata i nic się nie zmieniało. Gdy ukończyły 25 lat próbowały wyjść z tego bagna. Za karę za nieposłuszeństwo zostały wysłane za granice dokładnie mówiąc do Hiszpanii. Zanim jednak zostały wysłane do Barcelony poznały dwóch wspaniałych a jednocześnie dość nieśmiałych mężczyzn Melwila i Ambrożego. Byli to bogaci aczkolwiek nie pozbawieni uczuć i bez zwierzęcych instynktów faceci. Zamówili oni dziewczyny na wieczór kawalerski kolegi. Gdy poznali obie dziewczyny bliżej zakochali się w nich. Obaj też poszli do klubu aby rozmówić się z szefem szajki : – – – – – – – – – –

A wy chłystki czego tu chcecie? - spytał Nikol boss. Chcemy porozmawiać o Oralii i Analiji – odparł Melwil. Ach tak, o naszych dziwkach numer jeden które w imionach mają ukrytą swą „specjalizację”? Nie mów tak o nich! - krzyknął Ambroży. A jak mam mówić? One od tego są. Chcemy je pojąć za żony – odpowiedział Melwil. Dobry żart. One są moje. Jak to się stało że trafiły tutaj? Same chciały. Zaczynały standardowo, w lasach galeriach... Nie gadaj bzdur! Zwerbowałeś je?

– – – – – – –

Imiona miały nietypowe... Niech nam same opowiedzą. Powiedz im że jesteśmy. Nigdy! Prędzej je zabije! Daj spokój... Chcecie poślubić kurtyzany? Nie boicie się że będą was zdradzać? Źle je traktujesz! Chcą wyjść z tego bagna! Tak? Oj to ja się z nimi rozmówię!

I wyszedł. Najpierw wszedł do pokoju Oralii. Ona akurat miała klienta tak samo jak Analija. Zwołał je obie swoim donośnym głosem : – – –

Do gabinetu na rozmowę! Ale już! A klienci? Poczekają! Marsz do gabinetu!

Chwilę później... – – – – – – – – – – – – – – – – –

Nikol co się stało? - spytała przestraszona Analija. Jak śmiesz pytać co się stało? Jesteś wściekły jak rozjuszony byk. O co chodzi? - zapytała Oralia. Po pierwsze mówcie mi szefie, po drugie jakieś gnojki o was pytali. Pewnie chcieli usługę – odrzekła pewnie Oralia. Nie... Chcieli się z wami żenić! To pewnie Melwil i Ambroży... - zaczęła niepewnie Analija. Więc znacie ich tak? Nie w żadnym razie – wyparła się Oralia. Tak znamy ich – potwierdziła Analija. Więc tak czy nie dziewuchy? Tak znamy ich – rzekła zrezygnowanym głosem Oralia. Skąd? Z wieczora kawalerskiego ich wspólnego kolegi Prota Palmodowowa. Hm... - zastanowił się Nikol – W takim razie wyjedziecie do Madrytu. Nie, nie wywoź nas! Ja tu wydaje rozkazy!

Po rozmowie z Nikolem dziewczyny czekały w napięciu. Nie miały przy sobie telefonów komórkowych ani żadnej szansy na wykonanie telefonu. Dwa dni później Ambroży i Melwil przyszli w roli klientów. Ambroży zamknął się z Oralią a Melwil z Aną w pokojach. Na początku przytoczę rozmowę Melwila z Aną : – – – – – – – – –

Byliśmy tu dwa dni temu ja i Ambroży. Wiem. Szef zrobił nam za to awanturę. Mamy wyjechać do Barcelony. Wywiezie was? Tak. Nie wiemy co mamy robić. Ucieknijcie z nami. Ty naprawdę mnie kochasz? Nie znudzę Ci się po pierwszym seksie? Jak mogło Ci to przyjść do głowy? Jesteś taka delikatna... Nie dałbym Cię skrzywdzić... Ale ja mam niechlubną przeszłość. Nie szkodzi.

– – – –

Ale ty nic o mnie nie wiesz a na dodatek... Co? Jesteś bogaty, pieniądze mogły wam obu poprzewracać w głowach a wasi rodzice... Ciii...

Melwil pocałował Anę namiętnie w usta. W tym samym czasie... – – – – – – – – –



Ambro boje się. Szef chce nas wywieść. Nie wiem co robić. Gdzie? Do Madrytu. Dlaczego powiedzieliście że chcecie się z nami ożenić? Bo ja Cię kocham a Melwil kocha Anę. Boisz się szefa? Ja jestem twarda mogłabym się postawić ale Ana... Jest dla mnie jak siostra muszę ją chronić. Tym bardziej że dla nas nie ma już wyjścia ani odwrotu. Możemy wam pomóc. A wasi rodzice? Przecież ty mnie nie znasz. Nie wiesz że ja... Opowiedz mi o tym jak tu trafiłyście. Odeszłyśmy z Domu Dziecka w wieku osiemnastu lat. Nie miałyśmy dokąd pójść. Złapałyśmy fuchę w kawiarni ale nas zwolniono przez nasze imiona. Potem pracowałyśmy w barze ale to była istna speluna w której pełno było pijanych facetów którzy chcieli się rozładować. Nikol zaproponował nam pracę. Myślałyśmy że będziemy pracować przy zbiorze truskawek i szparagów ale to był tylko chwyt i trafiłyśmy tutaj. Teraz chcą nas wysłać do Madrytu ale nielegalnie bo Nikol zabrał nam paszporty. Nasz tata jest dyplomatą pomoże wam.

Niestety Oralia i Analija zostały wywiezione do Hiszpanii. Obie były szukane nie tylko przez policje ale i Interpol. Nie tylko one bo także inne kobiety jak i gang Nikola. Niestety jak wiadomo młodym w miłości buzują hormony. Ambroży i Melwil nie wytrzymali i na własną rękę wyjechali do Madrytu w poszukiwaniach dziewczyn. Tak minęło pięć lat. Gdy je znaleźli były pobite, związane, w podartych ubraniach i brudne. Prędko uwolnili dziewczyny i rzucili się do ucieczki. Niestety mieli pecha po ludzie Nikola ich złapali. Dobrze że Ambroży i Melwil byli wyćwiczeni w stylach walki bo inaczej nie wyszli by z tej sytuacji cało. Uciekli. W czasie pogoni na ogonie siedział im Nikol ze swoją grupą. W czasie drogi dziewczyny wyznały chłopcom prawdę o sobie. – – – – – – – – – – – – –

Ambro Mel wiecie my... Dziękujemy wam za pomoc ale... - zaczęła Ana. Wiem co chcesz powiedzieć – odpowiedziała jej Oralia – My jesteśmy inne. To znaczy? - spytał Ambroży. Jesteśmy biseksualne. Czujecie pociąg do obu płci? - zapytał Melwil. Tak. Przestaniecie nas przez to kochać? - spytała niepewnie Ana. Spałyście ze sobą? Tak – odpowiedziała Oralia – Przeszkadza wam to? Myśleliśmy że będziemy mieć was na wyłączność – odparł żartobliwie Ambroży – Radzicie sobie bez nas? Tak... - odpowiedziała Oralia. Jednak...- zaczęła Analija – Możecie urozmaicić nasze życie nie tylko erotyczne. Miłość przychodzi z czasem – rzekł Melwil – My was kochamy i akceptujemy prawda

– – – –

braciszku? Tak – odpowiedział Ambroży. A co na to wasi rodzice? - spytała Analija. Nie muszą wiedzieć o waszej przeszłości wystarczy że wiedzą iż zostałyście porwane przez gang Nikola. Tak to prawda – rzekła pewnie Oralia. I po powrocie najpierw zmienimy imiona.

Po powrocie do Moskwy (był to rok 1994) Oralia zmieniła imię na Olena a Analija na Aisza. Potem Ambroży i Olena oraz Melwil i Aisza wzięli cichy, skromny ślub. Im się poszczęściło że miały wyrozumiałych partnerów ale życie Wioli nie było takie cudowne. Przenieśmy się teraz do roku 1986 gdy Wiola miała piętnaście lat... Wiola była coraz zdolniejszą uczennicą jednak nadal nie miała przyjaciół, wszyscy uważali ją za wywyższającą się prymuskę. Ona natomiast w swej duszy nosiła traumatyczny sekret sprzed lat. Bała się każdego kogo spotkała, nikomu nie ufała. Nie wiedziała też że niedługo spotka na swojej drodze jedyną prawdziwą miłość w swoim życiu... Wiola udzielała się w kółku teatralnym w Domu Dziecka. Miała wspaniały talent aktorski. Tam też bywali Ci którzy musieli odbywać kary za złe zachowanie i to tam Wiola poznała swoją pierwszą miłość. Był nią Sylwan Kozlavic szpaner i zawadiaka. Kiedyś był to delikatny nieśmiały i szlachetny chłopiec jednak życie z dala od matki która zostawiła go tuż po urodzeniu pozostawiło na nim piętno które ukrywa pod maską łobuza. Mieli razem zagrać w sztuce „Tristan i Izolda” główne role. On był od Wioli dwa lata starszy miał siedemnaście lat. Wiola gdy przyszła do swojego pokoju zanotowała w pamiętniku : 5 marca 1986 godz 16:30 Wróciłam z Kółka Teatralnego. Będziemy teraz dwa miesiące pracować nad spektaklem „Tristan i Izolda” który odtworzymy w Dzień Zwycięstwa 9 maja. Ja oczywiście otrzymałam rolę Izoldy a Tristanem ma być jakiś Sylwan Kozlavic. Boję się zaufać komukolwiek ale te jego kakaowe oczy o wojowniczym spojrzeniu zadziałały na mnie hipnotyzująco. Dwa następne dni Wiola też przychodziła na kółko. Tam patrzyła badawczym wzrokiem na Sylwana i śledziła każdy jego ruch. On patrzył na nią z wyższością i pogardą. Gdy nastał Dzień Kobiet ósmego marca ktoś zapukał do drzwi pokoju gdzie była Wiola i trzy inne dziewczyny które z nią mieszkały. Otworzyła jedna z dziewczyn o imieniu Joslin. Za drzwiami stał Sylwan z bukietem białych tulipanów. – – – – – –

Czego tu chcesz chuliganie? - wrzasnęła Joslin rzucając się na chłopaka. O a dla kogo są te kwiaty, dla nas? - spytała druga z dziewczyn Roselia. Przykro mi nie dla was a dla Wioli – odrzekł spokojnym tonem Sylwan. Podlizuje się prymusce – rzuciła Flora. Dla mnie? - zapytała z zaskoczeniem Wiola. Plotkary możecie zostawić nas samych?

Dziewczyny z pogardliwymi spojrzeniami i wyniosłymi minami wyszły z pokoju. Sylwan podszedł bliżej do biurka gdzie na krześle siedziała Wiola pisząc w pamiętniku. Ta kiedy do niej podszedł z bukietem nerwowo zamknęła notes.

– – – – – – – – – – – – –

Czego chcesz? - spytała ze strachem w głosie Wiola. Czego się boisz? - odpowiedział pytaniem Sylwan – Dziś Dzień Kobiet przyniosłem Ci kwiaty. Dlaczego akurat mi? Na zajęciach teatralnych patrzyłeś na mnie niezbyt przyjaznym wzrokiem. Mamy razem pracować nad spektaklem prawda? Chciałem przełamać pierwsze lody. Miło z twojej strony. Pierwszy raz w życiu dostałam kwiaty, dziękuje. Nie ma za co to drobiazg. Dzień Kobiet jest tu bardzo ważnym dniem. Wybacz że to powiem ale wyglądasz na niezłego hultaja. Bo nim jestem. Teraz jakoś po tobie tego nie widać. Czasem w moim sercu są przebłyski dobroci. Naprawdę? Tak. Wstawię kwiaty do wazonu.

Kiedy Wiola wkładała kwiaty do wazonu Sylwan rzekł : – – – – – – – – –

Nie wiem co mam powiedzieć. Nic nie mów. Nie chcesz nic o mnie wiedzieć? Nie ufasz mi? Nikomu nie ufam. To tak jak ja. Opowiedz mi o sobie. Nie mogę. Dlaczego? Bo nie chcę. Rozumiem, też to przechodziłem.

Sylwan chciał przytulić Wiolę ale ona się odsunęła. – – – – – – – –

Co robisz? Powiedz mi czego się obawiasz. Zranienia, bólu, cierpienia. Jak na swój młody wiek już i tak wiele przeszłam. Pamiętaj że zawsze możesz na mnie liczyć i wypłakać się na moim ramieniu. Dlaczego miałabym Ci ufać? Twoja wola jednak ja choć mi nie wierzysz doskonale wiem co teraz czujesz. Jeśli zechcesz porozmawiać to mieszkam w lewym skrzydle w pokoju 10. Skąd wiedziałeś gdzie mnie znaleźć? Spytałem o prymuskę i to wystarczyło.

Sylwan wyszedł. Wiola natomiast otworzyła pamiętnik i zanotowała : 8 marca 1986 godzina 15:20 Dziś po raz pierwszy w życiu dostałam kwiaty. To takie miłe uczucie. Otrzymałam je od Sylwana. Chyba zaczyna mnie lubić. Potem zaczęli się spotykać. Najczęściej widywali się na próbach do spektaklu a i sceny w jakich grali bardzo ich do siebie zbliżyły. Mijał czas a i coraz częściej można było zobaczyć Wiolę i Sylwana razem. Wszyscy śmieli się że największy drań jest pod pantoflem prymuski. Ale on się

tym nie przejmował. Pocieszał nawet Wiolę która przez to często płakała. – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

– – – – – – –

Nie martw się to tylko głupie dzieciaki. Nie rozumieją życia. Wiesz mimo złych uczynków jakich się dopuściłeś jesteś dobrym chłopcem. Zaczynasz mi ufać? Chyba tak. Porozmawiajmy. Dobrze. O czym? O nas. Nie rozumiem. Jestem gotowa powiedzieć Ci wszystko lub chociaż część prawdy o mnie. Więc mów. Wiem tylko tyle że moi rodzice zginęli w katastrofie lotniczej. Całe życie jestem tutaj. Ja też przeżyłem tu całe swoje życie. Dlaczego? Bo nikt nie chciał mieć za syna zbira. Nie mów tak. Mam wiele na sumieniu. Drobne kradzieże nie zgłaszane na policje, alkohol, papierosy... Coś jeszcze? No i jeszcze bijatyki. Niejednemu tu rozkwasiłem nos. Dlaczego zdecydowałeś się mnie chronić? Pierwszy raz poczułem coś w rodzaju ukłucia w sercu. Kiedy spojrzałem na Ciebie zobaczyłem jak gwiazdy spadają z nieba zawstydzone pięknem twoich oczu. Kocham Cię Wiolciu. Nikt od lat tak do mnie nie mówił... Z wyjątkiem Pani Róży. Co powiedziałeś? Kocham Cię Wiolciu. Nie wiem co powiedzieć. Nie mów nic bo po co słowa gdy jest tu moja królowa. Sylwek przestań! Co nie kochasz mnie? Sama nie wiem. Nie za wcześnie na wyznania?

Kiedy Sylwan wyszedł Wiola zapisała w pamiętniku : 10 kwietnia 1986 godzina 17:00 Sylwek wyznał mi miłość. Wszyscy się z nas śmieją że jesteśmy razem a to nieprawda bo my się tylko przyjaźnimy. A może ja też go kocham? Nie wiem co mam mu powiedzieć. Mijały dni i nastał czas premiery spektaklu „Tristan i Izolda”. Cały spektakl był cudowny i piękny. Były owacje na stojąco. Gra głównych bohaterów była bardzo wiarygodna ze względu na rodzące się uczucie między Wiolą a Sylwanem. Pewnego dnia jednak Sylwan wpadł do pokoju Wioli jak oparzony : –

Dziewuchy wynosić się! Muszę porozmawiać z Wiolą.

Dziewczyny wyszły przerażone a Wiola zapytała : – –

Sylwuś co się stało? Musimy uciekać.

View more...

Comments

Copyright © 2017 ECITYDOC Inc.